Reklama

Wyświetlenie artykułów z etykietą: Nasza historia

 

W dniu 29 sierpnia 2021 r., w piątą rocznicę odsłonięcia w Swojczanach pomnika Biuletynu Małopolskiej Solidarności, świętowaliśmy 41. rocznicę powstania Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” w Delegaturze Miechów. Obchody rozpoczęła msza święta za Ojczyznę w kościele pod wezwaniem Świętego Idziego w Tczycy, odprawiona przez księdza proboszcza Marka Lutego.

We mszy uczestniczyły osoby związane z drukowaniem w stanie wojennym prasy podziemnej: Romana Niewczas, Leszek Dulba, Jerzy Zdrada i Zbigniew Szydło z rodzinami oraz związkowcy NSZZ „Solidarność” z Ziemi Miechowskiej. Następnie spotkaliśmy się pod pomnikiem Biuletynu Małopolskiej Solidarności przy domu państwa Zofii i Mieczysława Sudelskich w Swojczanach. Złożyliśmy wiązankę kwiatów, zapaliliśmy znicz i pomodliliśmy się za osoby, które odeszły w latach 2020 i 2021 – Wiesława Romanowskiego i Jacka Radło – pracujących w podziemnej drukarni w Swojczanach i Wojciecha Grzeszka – przewodniczącego Regionu Małopolskiego NSZZ „Solidarność”, który zadbał o upamiętnienie podziemnej drukarni w Swojczanach. Przy tej okazji Leszek Dulba i Jerzy Zdrada otrzymali książkę „Niedokończona historia” mojego autorstwa, przedstawiającą historię Solidarności na Ziemi Miechowskiej, w tym historię podziemnej drukarni w Swojczanach.

Żadna z grup: redaktorów, drukarzy i kolporterów w tamtym czasie nie znała się nawzajem. Wpadka jednego z nich nie groziła aresztowaniem innych, po prostu nie wiedzieli o sobie. Koordynatorem druku był Leszek Dulba.

Najważniejsza konstatacja wszystkich zebranych pod Pomnikiem „Bibuły” – tak w latach 80-tych XX wieku nazywano druki podziemne – to: nie daliśmy się złapać. Wspominano między innymi historię druku pierwszego Biuletynu w Swojczanach, gdy nie zasłonięto okna w pomieszczeniu w którym pracowano – druk odbywał się nocą – i nazajutrz sąsiad zapytał: „Czemu w nocy u Was świeciło się światło?”. Przy druku następnych Biuletynów tego błędu już nie popełniono. Organizatorami druku byli Bogdan Niewczas i Leszek Dulba – naukowcy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Organizatorem tegorocznych obchodów było Biuro Oddziału Nr 3 NSZZ Solidarność w Miechowie.

Czesław Gamrat

Na zdjęciu od lewej: Leszek Dulba, Jerzy Zdrada, Mieczysław Sudelski, Czesław Gamrat, Romana Maziej-Niewczas.

Dział: Miechów
Etykiety
wtorek, 07 wrzesień 2021 06:03

79. rocznica likwidacji wolbromskiego getta

 

06 września radni klubu PiS w wolbromskiej Radzie Miejskiej złożyli symboliczne wiązanki kwiatów i zapalili znicze w miejscu dawnego cmentarza żydowskiego przy ul. Skalskiej oraz na zbiorowych mogiłach w lesie. Oddali tym gestem hołd dawnym mieszkańcom Wolbromia narodowości żydowskiej, którzy na przestrzeni wieków osiedlali się i żyli tutaj, wpływając na rozwój naszego miasta, a których życie zostało brutalnie przerwane w wyniku działań zbrodniczej ideologi.

Dział: Wolbrom
czwartek, 05 sierpień 2021 21:16

Medal „Pro Patria” dla Stanisława Osmendy

 

W latach 1918-20 w Wolbromiu odtwarzały się pododdziały elitarnego 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. 3 szwadron stacjonował w Fabryce Wyrobów Gumowych Petera Westena, a sztab kwaterował w dworku Lucyny i Bogumiła Nowakowskich. W tym roku obchodzimy bardzo ważną dla Pułku rocznicę. 100 lat temu marszałek Józef Piłsudski udekorował sztandar 1 Pułku Ułanów Krechowieckich Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Uroczystości rocznicowe odbyły się w miejscu kwaterowania Pułku w okresie międzywojennym – Augustowie. Głównym organizatorem obchodów był starosta Powiatu Augustowskiego Jarosław Szlaszyński, autor wielu znaczących książek i publikacji na temat Krechowiaków. Po odsłonięciu pamiątkowej tablicy na budynku dawnych koszar zebrani prowadzeni przez orkiestrę wojskową udali się do kościoła pw. Matki Boskiej Częstochowskiej mieszczącego się w dawnym budynku kościoła garnizonowego. W homilii prowadzący nabożeństwo ksiądz nawiązał do słów Melchiora Wańkowicza: „Wychuchany i wyniańczony przez pierwszego swego dowódcę, śp. Pułkownika Mościckiego. Zasłuchany, zapatrzony w prawzory polskiego ułana, świetny, wymuskany Pułk, górnie noszący tradycje ułańskie zarówno w polu, jak i w salonie, zarówno w rewii, jak w walce”.
Po mszy Jarosław Szlaszyński przypomniał historię Pułku po czym nastąpiła ceremonia wręczania odznaczeń, nagród i wyróżnień. W gronie odznaczonych znalazł się mieszkaniec naszego miasta Stanisław Osmenda, którego odznaczono medalem „Pro Patria”. Pan Stanisław uważa, że to odznaczenie jest jednocześnie wyróżnieniem szeregu osób i instytucji z którymi współpracował realizując rozmaite projekty popularyzujące pamięć Ułanów Krechowieckich w Wolbromiu. Żeby kogoś nie pominąć wymienił jedynie instytucje takie jak: Dom Kultury – który zorganizował wystawy i prelekcje, Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych „Przyjazna Gmina Wolbrom” – które wydaje okolicznościowe pocztówki nawiązujące do 1 Pułku Ułanów Krechowieckich oraz redakcję Wieści Wolbromskich – która opublikowała szeregu artykułów popularyzujących obecność Krechowiaków w Wolbromiu.
Organizatorzy obchodów pamiętali o licznie odwiedzających Augustów turystach. Na placu przykościelnym można było poznać tajniki różnorodnego sprzętu wojskowego. Niewątpliwie największe wrażenie robiła samobieżna haubica 155 mm KRAB. Były też ROSOMAKI, czołg PT 91, wyrzutnia rakietowa LANGUSTA oraz poczciwy BRDM z zainstalowaną wyrzutnią pocisków przeciwpancernych PPK „MALUTKA”. Transportery BRDM-2 odegrały kluczową rolę w największej bitwie Wojska Polskiego po II wojnie światowej jaka miała miejsce w Karbali w ramach misji w Iraku. Nie zabrakło historycznego uzbrojenia stosowanego na przestrzeni lat walki o niepodległą Polskę. Licznie zgromadzone grupy rekonstrukcji historycznych chętnie służyły szczegółowymi informacjami. Na koniec nastąpiło oficjalne otwarcie Izby Pamięci 1 Pułku umieszczonej w wieży kościoła. Żołnierski obiad zakończył uroczystość.

Dział: Wolbrom
Etykiety

 

"Było sobie miasteczko"

Pragniemy zaprezentować Państwu reprodukcje archiwalnych dokumentów, pocztówek i zdjęć Wolbromia do 1945 roku. Przedstawiają one najważniejsze przestrzenie naszego miasta, które stanowią o jego trwaniu oraz warunkują rozwój. Wielokulturowa historia Wolbromia pokazuje, że na przestrzeni wieków miasto tworzyli ludzie przedsiębiorczy, który nie poddawali się różnorodnym przeciwnościom, m.in. wojnom, pożarom, czy epidemiom. Oczywiście, jak w każdej zbiorowości pomiędzy różnym grupami zdarzały się konflikty o podłożu religijnym, czy ekonomicznym. Jednak dzięki otwartości na nowoczesne rozwiązania i zaradności, Wolbrom zyskiwał impuls do rozwoju. Tak piszą o wystawie jej twórcy, czyli Ireneusz Mudyń - prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego w Wolbromiu oraz Radosław Kuś - kurator wystawy. Za inspirację do jej powstania podają zbliżająca się rocznicę 700-lecia miasta.

Organizatorzy dziękują osobom i instytucjom, które przyczyniły się do powstania wystawy. Szczególne wyrazy wdzięczności kierujemy do Pani Iwony Gibas i Pana Łukasza Smółki z Zarządu Województwa Małopolskiego za przyznane wsparcie finansowe i objęcie wystawy swoim patronatem. Dziękujemy Panu Adamowi Zielnikowi – Burmistrzowi Miasta i Gminy Wolbrom za patronat oraz udostępnienie części płyty rynku, na której możliwa jest prezentacja wystawy. Słowa podziękowania kierujemy również do Pana Piotra Pięty – Prezesa Zarządu FTT Wolbrom S.A. oraz Pani Anny Glanowskiej – Prezesa Zarządu PPWG Wolmot Sp. z o.o. za udzielone wsparcie finansowe.

Przygotowanie wystawy, na której prezentowane są niezwykle interesujące dla historii Wolbromia pocztówki i zdjęcia, wiele z nich po raz pierwszy, nie byłoby możliwe bez udziału pasjonatów, którzy udostępnili swoje cenne zbiory oraz udzielili wielu ciekawych informacji. Są nimi: Wiesław Biernacki, Dariusz Bińczycki, Marek Dulski, Renata Grela, Waldemar Grudzień, Krystyna Krzemień, Danuta Kur, Jerzy Manikowski, Stanisław Milejski, Krzysztof Nowakowski, Stanisław Osmenda, Artur Rotarski, Marcin Tracz, Andrzej Wawrzeńczak. Wszystkim Państwu składamy wielkie podziękowania.

Pozostałe zdjęcia oraz inne archiwalne dokumenty pochodzą z następujących instytucji: Archiwum Głównego Akt Dawnych, Archiwum Państwowego w Kielcach, Austriackiej Biblioteki Narodowej, Biblioteki Narodowej, Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk, Ochotniczej Straży Pożarnej w Wolbromiu, Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie, Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.

Wystawę można będzie oglądać na wolbromskim rynku do końca września.

 

Dział: Wolbrom
poniedziałek, 19 kwiecień 2021 17:18

Dzielna Dunka z Jaroszowca

 

Urodziła się w Polsce i Polskę miała w sercu

Gdyby żyła, miałaby 100 lat. Była Dunką, ale urodziła się w Polsce i Polskę miała w sercu. Znalazło się tam miejsce także dla mężczyzny jej życia – również Polaka. Wspólnie walczyli w ruchu oporu w Kopenhadze i razem – połączeni węzłem małżeńskim – zginęli.
Anna Louise Christine Mogensen to kobieta, która powinna znaleźć się w panteonie bohaterów II wojny światowej, wywodzących się z Ziemi Olkuskiej – tuż obok Antoniego Kocjana czy Gerarda Woźnicy „Hardego”. U nas jednak mało się o niej pamięta, choć to niedopatrzenie wynika przede wszystkim z tego względu, że walczyła z Niemcami w Danii, bo stamtąd pochodziła jej rodzina. Knud Peder Mogensen, ojciec Knuda, Jørgena i o wiele od nich młodszej Anny, którą najbliżsi nazywali „Lone”, był inżynierem w duńskiej fabryce cementu F.L. Smidth w Aalborgu. Potem dostał ofertę pracy w Polsce, w Jaroszowcu, w tamtejszej cementowni (w opracowaniach często mylnie piszą, że znajdowała się w Olkuszu). Cementownię w Jaroszowcu zbudował w końcu XIX w. właściciel Klucz Ludwik Mauve. Za Jaroszowcem przemawiało to, że znajdowały się tu pokłady kamienia i margla (glinki) oraz linia kolejowa. Oprócz fabryki, która składała się z pięciu pieców i 15 wapienników, beczkarni, magazynów i biur, wzniesiono także – istniejące do dziś – cztery kamienice (dla pracowników), pałac (siedziba kierownictwa) i willę dyrektora. Zakład nazywano „Portlandcementfabrik Klucze”. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, tę zatrudniającą już ok. 500 pracowników firmę, nazwano Cementownią Klucze. Właśnie w 1918 r. do Jaroszowca przyjechał duński inżynier Mogensen. Anna urodziła się już w Polsce, w Kluczach, w 1921 r. Fabryka cementu w Jaroszowcu dotkliwie przeżywała czasy światowego wielkiego kryzysu. W rezultacie upadła. Dlatego w 1936 r. rodzina Mogensenów zmuszona była wrócić do Danii. Nie bez znaczenia był też fakt, że na lata trzydzieste przypadł czas nasilenia się w Polsce tendencji nacjonalistycznych. Mogensenowie nie byli Polakami, zaczęły ich więc spotykać nieprzyjemności ze strony niektórych, nastawionych szowinistycznie, mieszkańców Jaroszowca. Ktoś na drzwiach gabinetu Mogensena napisał: „Polska dla Polaków”. A przecież ten inżynier był dobrze wspominany przez pracowników, którzy zapamiętali go jako uczciwego, szanującego i słuchającego ludzi człowieka. Duńska rodzina, obok pochodzących z Finlandii Wegeliusów (dyrektor Kaarlo Wegelius szefował cementowni od 1901 r.), współtworzyli kulturalne oblicze Jaroszowca. Ponadto w 1930 r. Mogensenowie ufundowali szkole w Jaroszowcu sztandar (niestety, zaginął). Ale ciężkie czasy podzieliły ludzi. Mogensenów – jak wielu ewangelików – uważano za obcych, często brano ich za Niemców. Wyjazd do Danii musiał być dla Anny szokiem, bo przecież czuła się Polką. Gdy uczęszczała do szkoły w Krakowie, nudząc się na lekcjach matematyki, pisała wiersze – po polsku. Gdy przyjechała z rodzicami do Danii, władała językiem polskim i niemieckim, za to problemy miała z… duńskim. Zmuszona była wtedy pójść do szkoły z internatem. Tam zaczęła się jej fascynacja fotografią. Jednym z jej nauczycieli był Rigmor Mydskow – osobisty fotograf rodziny królewskiej. Fotografowanie stało się dla niej nie tylko pasją…    
Wybuchła wojna. Najstarszy brat, Knud, pojechał walczyć w obronie Finlandii, którą zaatakowali Rosjanie. Młodszy, Jørgen, zawodowy dyplomata, został wicekonsulem duńskim w Gdańsku; mimo to współpracował z polską podziemną organizacją „Gryf Pomorski” (m.in. przewiózł do Danii kody dla radiostacji i stemple umożliwiające wystawianie konspiratorom fałszywych dokumentów). Rodzina Mogensenów zaangażowała się w pomoc dla polskich uchodźców. W 1940 r. Niemcy zajęli Danię, która wbrew temu, co przez dziesięciolecia pisano, dość dzielnie się broniła – Wehrmacht stracił ponad 200 żołnierzy. Niemiecka okupacja Danii w niewielkim stopniu przypominała okupację Polski. Niemcy uważali Danię za spokojny kraj, a stacjonowanie tam za coś zbliżonego do urlopu. Jednak Duńczycy nie zamierzali być pokorni. Udowodnili to choćby w sposobie, w jakim solidaryzowali się z Żydami. Gdy Niemcy zarządzili, że Żydzi mają nosić opaski z gwiazdą Dawida, Duńczycy też zaczęli je nosić. W 1943 r. w Danii utworzono niewielki, ale wcale skuteczny ruch oporu, który zwał się „Holger Danske”, czyli Ogier Duńczyk. Nazwa nawiązywała do legendarnego, zaklętego w kamieniu duńskiego rycerza, bohatera Pieśni o Rolandzie („Ogier duński najwaleczniejszy jest ze wszystkich”). Organizacja wsławiała się zwłaszcza akcjami likwidacyjnymi; głównymi egzekutorami byli Jorgen Haagen Schmith, używający pseudonimu „Cytryna”, i Bentem Faurschou Hviidem, czyli „Płomień”. Młodzi, pewni siebie i bezwzględni ludzie, którzy mieli dobrze opracowaną technikę likwidowania kolaborantów, redaktorów ichniejszej prasy gadzinowej, a z czasem także żołnierzy niemieckich i hitlerowskich urzędników. To spowodowało, że policja niemiecka, osławione gestapo, zajęła się nimi na poważnie. Egzekutorzy musieli na jakiś czas zaprzestać działań, bo groziła im dekonspiracja. W tym czasie 23-letnia Anna Mogensen używająca jako pseudonimu przydomka, jaki nadali jej rodzice, „Lone”, działała w polskim ruchu oporu, czyli organizacji „Felicja” (powstała przy przedstawicielu Rządu Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie). Pierwszym komendantem „Felicji” był nauczyciel języka polskiego, podharcmistrz Adam Sokólski, z którym Annę łączyła przyjaźń. Jej raporty o ruchach wojsk, o sytuacji w okupowanej Danii, ale przede wszystkim zdjęcia wojskowych oddziałów i instalacji, trafiały do centrali w Londynie. Anna współpracowała też z duńskim „Holger Danske”. W lipcu w 1943 r. z tej liczącej kilkadziesiąt osób organizacji, po aresztowaniach, pozostała garstka, w tym obaj likwidatorzy: „Cytryna” i „Płomień”. Namawiali oni do współpracy Annę Mogensen, ale „Lona” w tym czasie poznała już Lucjana Masłocha, polskiego oficera, który dostał rozkaz odbudowania, również zdziesiątkowanej aresztowaniami, polskiej konspiracji. Dowództwo przypuszczało, że po ewentualnym zajęciu Francji niemieckie U-boty będą stacjonować w portach duńskich. W Danii była więc potrzebna mocna siatka konspiracyjna i Masłocha dostał zadanie takową zorganizować. To musiała być dość komiczna scena, gdy Anna, kobieta mierząca bez mała 180 centymetrów, meldowała się pierwszy raz nowemu dowódcy „Felicji”, mierzącemu ok. 165 cm. Z tego, co wiadomo, Masłocha, ps. „Mały”, trochę ją śmieszył, ale szybko zyskał w jej oczach, gdy Anna się przekonała, jaki jest energiczny, rzutki, a przede wszystkim, jak skutecznie działa. Ten zaprawiony w walce wojskowy (walczył w bitwie nad Bzurą) trafił do Danii… piechotą; dostał się tam z oflagu pod Lubeką (łącznie przeszedł ok. 500 km!), gdzie zorganizował ucieczkę podkopem. W Kopenhadze Masłocha – dzięki kontaktom Anny – zorganizował centralę w dobrze zakonspirowanej willi na przedmieściach stolicy, skąd za pomocą radiostacji wysyłano zaszyfrowane meldunki do Londynu. Głównie jednak werbował nowych agentów, dzięki którym do Anglii trafiały cenne informacje o wojskowych lotniskach, rozmieszczeniu baterii nadbrzeżnych czy zasięgu niemieckich radarów. Anna kursowała między Danią i Szwecją. Przemycała broń, zdjęcia, listy, ulotki. Przyjmowała zrzuty z alianckich samolotów, a nawet angielskich komandosów. Na początku 1944 r. dotarła m.in. na wyspę Bornholm, gdzie na poligonie Niemcy testowali pociski V1 i V2. Anna informacje o poligonie przekazała do polskiej centrali w Londynie, a ta poinformowała angielski wywiad. Tak więc Anna Mogensen, obok Antoniego Kocjana, była drugą z osób urodzonych na Ziemi Olkuskiej, która miała udział w rozpracowaniu tajnej niemieckiej broni, tzw. wunderwaffe. Potem pojechała do Francji, gdzie sporządzała plany umocnień niemieckiego Wału Atlantyckiego. Choć Lucjan Masłocha uważał to za szaleństwo, pomógł w zorganizowaniu jej przerzutu do Anglii, by mogła wziąć udział w lądowaniu aliantów w Normandii; znalazła się tam jako fotoreporterka. 6 czerwca 1944 r. była jednym z zaledwie kilkunastu cywilów, którym dane było zobaczyć tę największą akcję desantową w dziejach świata.      
Wcześniej jednak, bo w końcu 1943 r., Niemcy postanowili zorganizować akcję wywiezienia duńskich Żydów do obozów zagłady. To porucznik Masłocha dowiedział się o planowanej eksterminacji – informację wyciągnął od znajomego niemieckiego urzędnika. Duński rząd, wespół z ruchem oporu, zorganizował na szybko akcję wywiezienia większości Żydów do Szwecji (kilkuset nie zdecydowało się na wyjazd i trafiło do obozów). Anna była jedną z organizatorek przerzutu; ale na wynajęcie kutrów i łodzi potrzebne były pieniądze. To Lona wymyśliła, żeby za biednych zapłacili bogaci Żydzi.
W październiku 1944 r. duńskie podziemie poniosło dotkliwą stratę – w nieudanym zamachu na wysokiego oficera SS Rolfa Guntera zginęli „Cytryna” i „Płomień”. To miała być akcja na miarę likwidacji przez Czechów szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, protektora Czech i Moraw, Reinharda Heydricha, ale duńscy konspiratorzy źle przygotowali akcję, a poza tym zjadły ich nerwy.
Tymczasem między Anną i Lucjanem zrodziło się coś więcej  niż przyjaźń… W sylwestra 1944 roku, w kościele św. Ansgara przy Bredgade w Kopenhadze, 23-letnia Anna Louise Mogensen, ps. „Inga Sørensen”, i 31-letni Lucjan Masłocha, ps. „Mały”, wzięli ślub. Lucjan, nie mogąc kupić czerwonych róż, nabył herbaciane. Anna powiedziała wtedy, że takie róże mogą przynieść pecha. „Był bardzo piękny, jasny i mroźny dzień, kiedy pojechaliśmy do miasta, by wziąć ślub. Słońce zachodziło tak, jakby chciało powiedzieć do tego starego smutnego roku piękne – Żegnaj. Mam nadzieję, że ten nowy będzie jaśniejszy” – pisała tego samego dnia, w liście do matki.
W nocy 3 stycznia gestapo otoczyło willę, w której ukrywali się konspiratorzy. Ktoś zadzwonił do drzwi umówionym sygnałem. To byli… Niemcy; wdarli się do willi. Lucjan Masłocha otworzył ogień. Jednak napastników z SS było zbyt wielu; Polak zginął na miejscu. Zginęła również Anna, trafiona kilkoma kulami. Podejrzewa się, że zdrajcą był Arne Oskar Hammeken, Duńczyk powiązany z „Felicją”; choć nie przyznawał się do winy, został po wojnie skazany na śmierć i powieszony. Szczątki Lone i Lucjana zostały zidentyfikowane przez rodzinę w czerwcu 1945 roku, w miejscu straceń w Ryvange. Mszę żałobną odprawił w tym samym kościele, w którym Anna i Lucjan wzięli ślub, ten sam ksiądz. Mindelunden w Ryvangen, czyli miejsce ich śmierci, decyzją rządu duńskiego zostało zamienione w cmentarz bojowników ruchu oporu, gdzie spoczęło 106 bohaterów Danii; Anna Mogensen jest w tym gronie jedyną kobietą, a Lucjan jedynym cudzoziemcem.
Anna „Lone” Mogensen została  pośmiertnie odznaczona krzyżem Virtuti Militari. Małżeństwo ma swoją niewielką ulicę i obelisk w Łodzi (Lucjan urodził się w 1912 r. w podłódzkich Bobrowicach). W 1977 r. zrealizowano film dokumentalny pt. „Felicja” (reż. Magda Żurowska), opowiadający o polsko-duńskiej organizacji konspiracyjnej. W 2016 roku nakładem Instytutu Pamięci Narodowej ukazała się  książka „Róże dla Lone”, którą napisała mieszkająca w Danii dr polonistyki Maria Małaśnicka-Miedzianogóra. Mniej więcej przed dekadą autorka była w Olkuszu. Pamiętam spotkanie z nią w olkuskim PTTK-u, gdzie szukała informacji o najwcześniejszym okresie w życiu Anny Mogensen. Niestety, niewiele mogliśmy jej wtedy pomóc (w spotkaniu uczestniczył też Jurek Roś). Jednak badaczka losów bohaterki dotarła do wielu informacji i sporo miejsca w swej książce poświęciła dzieciństwu Anny Mogensen i pracy jej ojca w cementowni w Jaroszowcu. Także w 2016 roku wydana została książka „Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię” – Marka Łuszczyny, w której jeden z rozdziałów autor poświęcił urodzonej w Kluczach kobiecie. Wreszcie w  maju 2017 r., w Jaroszowcu odsłonięto tablicę poświęconą Annie Louise Kristine Masłocha z d. Mogensen. Swoją drogą historia Anny Mogensen i Lucjana Masłocha to materiał na świetny film wojenny i przypuszczam, że prędzej czy później takowy powstanie, jako koprodukcja dwóch ukochanych krajów Anny: Polski i Danii.

Olgerd Dziechciarz

 

Dział: Klucze
Etykiety
piątek, 16 październik 2020 13:20

Prawdziwa historia Kasztanki marszałka Piłsudskiego

Moje korzenie

Nazywam się Tytus Bisping. Urodziłem się 14 marca 1949 roku w Krakowie. Przez wiele lat mieszkałem w domu przy Rynku Dębnickim, który wchodził w skład wiana ślubnego rodziny Eustachego hr. Romera z Czapel Małych, dla córki Marii hr. Romer. Ślub mojej babci Marii odbył się 26 lutego 1919 roku w Krakowie w Kościele Św. Szczepana z Tytusem Dunin (de Skrzynno) z Głębowic, Gierałtowiczek, Chocznii i Kopytówki.
Moi Rodzice zostali wyrzuceni przez okupantów ze swych domów. Matka Maria - Elżbieta Dunin z Gierałtowiczek z Babunią opuściły siedzibę 21 czerwca 1940 roku. Uciekając przez Kopytówkę dotarli do swoich Czapel Małych i Wysocic w Miechowskie.
Dziadek Tytus Dunin poległ 10 września 1939 roku w Tryńczy, gdzie jest tam pochowany na miejscowym cmentarzu. Miejscowej ludności Tryńczy, dziękuję za opiekę nad jego grobem i coroczne uroczystości ku jego pamięci.

Dział: Region
Etykiety

Jak to było sto lat temu?

1 sierpnia na polach rolników z Sulisławic zorganizowano plenerowe widowisko obrzędowe pt. „Jak to drzewiey w żniwa bywało”, które dzień wcześniej filmowała Telewizja Polska. Scenariusz, przygotowany na podstawie wywiadów z najstarszymi mieszkańcami wsi oraz dostępnych źródeł, opracowała i całość reżyserowała Lidia Musiał – prezes Stowarzyszenia KGW Gminy Wolbrom „Kłos”. Projekt wsparty finansowo przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, miał za zadanie promocję regionu, w tym sąsiadującą z Sulisławicami gminę Gołcza. Jak tłumaczy nam pomysłodawczyni całego przedsięwzięcia, to tutaj przebiega granica między krakowiakami zachodnimi, a wschodnimi. Tych pierwszych reprezentowały koła z terenu gminy Wolbrom, tych drugich – zaprzyjaźnione KGW „Z Alei Kasztanowej”. Z tej okazji wójt Lesław Blacha przekazał paniom z Trzebienic nowe stroje ludowe i wspierał to ciekawe wydarzenie.

- Inspiracją dla naszego pomysłu była działalność Władysława Wołkowskiego, mistrza wikliny z Sulisławic, który w 1925 roku utworzył tutaj amatorski teatr, funkcjonujący przez 40 lat. Jestem zafascynowana działalnością tego człowieka, wszechstronnie utalentowanego, zwanego Michałem Aniołem Wikliny. Chcąc ożywić pamięć o nim, stworzyłam scenariusz, który przeniósł nas w czasy przedwojenne. W 1927 roku Ignacy Mościcki w swej posiadłości w Spale urządził ogólnopolskie dożynki, a rok później zorganizowano je z wielkim rozmachem. W tamtych wydarzeniach uczestniczyli też krakowiacy z naszego terenu, dlatego chcieliśmy nawiązać do tamtych wydarzeń, tamtej atmosfery. Stąd dbałość o szczegóły naszego spektaklu plenerowo-obrzędowego – opowiada jego pomysłodawczyni.

Organizatorzy zapraszają do obejrzenia tego niezwykłego widowiska na antenie TVP Kraków 19.08.2020 w godzinach wieczornych.

https://krakow.tvp.pl/49472689/atrakcje-turystyczne-w-sulislawicach-i-gminie-golcza

Dział: Wolbrom
Etykiety
poniedziałek, 20 kwiecień 2020 09:32

Historyczne nagrobki w Porębie Górnej na swoim miejscu

Troska Czytelnika przyniosła efekty

Dwa miesiące temu, zaalarmowany przez jednego z Czytelników, udałem się na cmentarz parafii Poręba Górna, by sfotografować historyczne nagrobki leżące tam w wielkim nieładzie. Na starych płytach można było odczytać, że pochowani zostali pod nimi byli zarządcy i właściciele okolicznych dóbr. Postanowiliśmy zainteresować tym faktem lokalną społeczność, a za jej pośrednictwem – także miejscowego proboszcza. Ku naszemu zaskoczeniu, zaniedbania zostały szybko i sprawnie nadrobione. Prawie wszystkie stare nagrobki wróciły na swoje dawne miejsca, zostały uporządkowane i oczyszczone z ziemi. Nic, tylko pochwalić!!!

Jeden z najlepiej zachowanych nagrobków jest pamiątką po zmarłym 31 stycznia 1888 roku Andrzeju Twarowskim. Jak można dowiedzieć się z napisów, żył 63 lata i był właścicielem dóbr w Porębie Górnej, „niestrudzonym pracownikiem, najlepszym opiekunem i najczulszym mężem”. Tylna część nagrobka z czerwonego piaskowca kryje mniej już czytelny, ale jakże ciekawy napis. Otóż mówi on o pochowaniu w tymże miejscu Balbiny Bitner (z Waligórskich), która zmarła w lipcu 1874 roku, w wieku 65 lat. Obecnie nazwisko to kojarzy się wielu z nas z właścicielami dużego zakładu kablowego w Trzyciążu. Czy zmarła była spokrewniona z owymi przedsiębiorcami?

Drugi, równie ciekawy, ale już bardziej dotknięty niszczącym działaniem czasu nagrobek, kryje prochy Jana Gołuchowskiego, który w wieku 67 lat odszedł z tego świata 24 kwietnia 1891 toku. Kim był – nie udało mi się na razie ustalić, choć nazwisko takie było w tych stronach dość popularne i widnieje w starych zestawieniach genealogicznych powiatu miechowskiego.

Najbardziej zniszczony napis z drugiej strony tego nagrobka kryje już trudne do odczytania nazwisko. Prawdopodobnie jest to Stanisław Nas...?

Dział: Wolbrom
Etykiety

Trudna lekcja historii

5 lutego w Kozłowie miała miejsce uroczystość otwarcia i udostępnienia do zwiedzania wystawy „Ukradzione dzieciństwo”, poświęconej losom polskich dzieci w okresie drugiej wojny światowej i bezpośrednio po niej. Przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie prezentowana jest w wielu miejscowościach na terenie całej Polski. Kozłów jest pierwszą gminą powiatu miechowskiego, gdzie zagościła. Poprzednio można było ją zwiedzać na terenie Miejskiego Ośrodka Kultury w Olkuszu.

Gościem specjalnym był Janusz Rudnicki, mieszkaniec pobliskiego Sędziszowa, który podzielił się z zebranymi gorzkimi wspomnieniami swego dzieciństwa, które poznało grozę niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau oraz Mauthausen, traumę po utracie rodziców i zagubienie czasów młodości. Długa i przejmująca opowieść bezpośredniego świadka tamtych wydarzeń oglądanych oczami dziecka, przypomniała tragiczne losy naszego narodu i była trudną, choć ciekawą lekcją historii.

Dział: Kozłów
Etykiety

Nikt wcześniej tego nie dokonał!

Dzięki wysiłkowi wielu osób, w tym przede wszystkim członków Stowarzyszenia Edukacyjnego „Sowa”, udało się w miarę dokładnie zbadać, opisać, a nawet odtworzyć ludowe stroje, jakie nosili nasi przodkowie na Ziemi Wolbromskiej. Zaprezentowano je 1 grudnia w Centrum Turystyki i Rekreacji w Łobzowie podczas specjalnej uroczystości, która była podsumowaniem projektu pt. „Zachowanie dziedzictwa lokalnego w gminie Wolbrom”.

Dział: Wolbrom
Etykiety