piątek, 06 czerwiec 2014 10:23

Żal mi tych ludzi, bo jak mają żyć?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Hotel bez gwiazdek

Hotel, mieszczący się w Wolbromiu przy ulicy Pod Lasem, nie cieszy się dobrą sławą. Trochę za sprawą samych lokatorów, trochę ze względu na panujące tam warunki. Okazuje się bowiem, że kilka mieszkań ma utrudniony dostęp do bieżącej wody i ubikacji. Aż trudno uwierzyć, że w XXI wieku, w komunalnych mieszkaniach będących własnością gminy, można było dopuścić do takiego stanu!

Kto do tego dopuścił?

Powiedzmy od razu jasno – lokatorzy nie są bez winy. Jak wyjaśnia dyrektor Miejskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Zdzisław Skoczyń, ogólnodostępne ubikacje i kuchnie były w poprzednich latach systematycznie dewastowane. Zostały, ale na pierwszym piętrze i lokatorzy z parteru mogą z nich korzystać.

Te na parterze w zeszłym roku zamieniono na mieszkania. Przynajmniej będzie z nich jakiś pożytek, zamiast kosztów i kłopotów.

 

Wchodzimy na korytarz i zaglądamy do owych pokoi. Nieprawdopodobny bałagan, smród i ciemności. -„Jak ma być inaczej, skoro nie mamy wody i ubikacji? Jak mamy sprzątać? Bez wody? A gdzie się umyć?” - pytają lokatorzy. Podczas rozmowy dowiadujemy się, że z łazienki i kuchni na pierwszym piętrze zbyt często raczej nie korzystają. Aby się tam dostać trzeba wyjść na zewnątrz, przejść kilkadziesiąt metrów, wejść na piętro. W lecie nie jest to problem, ale w zimie...? Swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają więc do wiadra...

-„Dach nad głową jest, ciepło mają, ale żeby nie było się gdzie załatwić?” - nie może zrozumieć znajoma jednego z lokatorów, która służy nam za przewodnika.

Pracownik opieki społecznej załamuje ręce. -„Warunki bytowe dla części mieszkańców są naprawdę ciężkie. Żal mi tych ludzi, bo jak mają żyć?” Przychodzi tu od siedmiu lat, więc zna wszystkich. Chciałby pomóc i pomaga, ale np. warunkiem otrzymania dodatku mieszkaniowego jest brak zadłużenia. Pół biedy, gdy to zadłużenie wynosi kilkaset złotych, ale gdy sięga kilkunastu tysięcy...? Nie ma rady. I kółko się zamyka.

Wiadomo – w hotelu sporo lokatorów nie płaci za mieszkanie od lat. Zaległości w wielu przypadkach sięgają kilkunastu tysięcy złotych. Sam czynsz wprawdzie nie jest duży (określony uchwałą Rady Miejskiej na poziomie ok. 2 zł za m2 powierzchni), ale dochodzą wysokie koszty ogrzewania, energii i wody. W sumie, dla dwu- lub trzyosobowej rodziny sięga 350 – 450, a ponoć nawet 500 zł miesięcznie. Za malutkie mieszkanie, o powierzchni 25 - 35 metrów. Dla niepracujących, dla rodzin wielodzietnych lub utrzymujących się z niewielkiej renty - to duże kwoty.

W sumie, na chwilę obecną MZGKiM odnotowuje tam ponad 600 tys. zł zaległości. Za samą energię we wrześniu zakład otrzymał fakturę na ponad 5 tys. zł. -„Dla dyrektora jedynym wytłumaczeniem takiej sytuacji, są zaległości w płaceniu czynszu” - żalą się lokatorzy, ale dyrektor tłumaczy: -„Ja zdaję sobie sprawę z tego, że ci ludzie nie powinni tam mieszkać, ale nie mam co z nimi zrobić.” Podkreśla, że niektórzy w żaden sposób nie chcą z nim współpracować. Przytacza przykłady dewastacji wyremontowanych drzwi wejściowych, a nawet niszczenie tyle co położonej papy na dachu.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji?

-„Chciałbym przenieść te trzy osoby z parteru do mieszkań komunalnych w Domach Fabrycznych, gdzie przynajmniej czynsze są o wiele niższe” - informuje dyrektor Zdzisław Skoczyń. Ma już nawet wyroki eksmisyjne, ale nie ma wolnych mieszkań. Z jego punktu widzenia jest to na dzień dzisiejszy jedyne wyjście, choć przyznaje, że stan niektórych „rajów” jest bardzo zły – ich historia sięga bowiem początków XX wieku.

A trzeba stwierdzić, że od kilku lat MZGKiM remontuje co może i stara się tak zmodernizować instalacje, by każdy płacił za siebie. Także w hotelu. Nie będzie płacić – energetyka odetnie prąd i koniec. Część mieszkań ma pełne węzły sanitarne, nowe plastikowe okna, w kilku z nich widać anteny satelitarne. -„Są tu ludzie, którzy żyją w godnych warunkach” - przyznają moi rozmówcy.

Ale niektórzy nastręczają problemów. Jeden lokator np. trudni się zbieractwem, drugi ma kłopoty z alkoholem. Pomoc społeczna pomaga jak może, ale trybu życia nie jest w stanie zmienić. -„Nie można powiedzieć, żeby opieka się nimi nie zajmowała” - przyznaje znajoma jednego z lokatorów. -„Przyjeżdżają busem, zawożą do siebie, gdzie ma wyżywienie i opiekę w ciągu dnia.” Ale na noc wraca do hotelu, czyli do zagraconego, cuchnącego pomieszczenia z rozwalającymi się drzwiami...

Wcześniej, gdy na parterze były ubikacje, żyło się lepiej, ale – jak mówi pracownik opieki społecznej – niektórzy nie są przyzwyczajeni, żeby to szanować. Dotyczy to także obskurnej klatki schodowej i kuchni na piętrze.

-„Z kuchni mało kto korzysta, bo ludzie gotują sobie sami w mieszkaniach” - wyjaśnia dyrektor Skoczyń. Wspólna łazienka jest natomiast w przyzwoitym stanie -„Sami dbają o czystość, sprzątają, to mają porządek” - wyjaśniają nasi rozmówcy. Bo ponoć sprzątaczki z gospodarki komunalnej odwiedzają hotel rzadko.

-„Za energię elektryczną mało kto płaci” - zgodnie przyznają wszyscy. Są wprawdzie subliczniki w niektórych mieszkaniach, ale z reguły lokatorzy nie wpuszczają do nich pracowników gminnych. Efekt jest taki, że wszystkie koszty ponosi gospodarka komunalna. A ma jeszcze „na głowie” Domy Fabryczne, gdzie zadłużenie wynosi po 70 – 100 tys. zł na jednym budynku oraz mieszkania komunalne we wspólnotach mieszkaniowych z zadłużeniem ok. 150 tys. zł. W sumie brakuje jej w bilansie ponad 1,3 mln zł. Dyrektor przedstawiał radnym całą sytuację na jednej z poprzednich sesji, ale większego zainteresowania nie wzbudził. Jego zdaniem gmina powinna jak najszybciej wybudować małe, tanie w utrzymaniu mieszkania socjalne, z węzłami sanitarnymi i własnymi licznikami wrzutowymi, gdzie można byłoby eksmitować najbardziej zadłużonych i przenieść lokatorów z dwóch Domów Fabrycznych, będących w najgorszym stanie. W tym celu można wykorzystać plac obok hotelu, który gmina mogłaby pozyskać. Mówi się o tym od kilku lat, ale realnych działań nie ma.

Pozostaje więc hotel

Dla pond 40 osób pozostaje więc pobyt w hotelu, gdzie niektórzy swoimi siłami wyremontowali mieszkania i żyją w miarę przyzwoicie. Także z małymi dziećmi, bo gdzie się mają podziać? Różnie w życiu bywa... Pracy nie ma, trzeba czekać na zasiłek z opieki społecznej. -„Gdybyśmy mieli pieniądze, to dawno spłacilibyśmy zadłużenie i już by nas tu nie było” - mówi młoda matka z maluchem na ręku. A tak – musi gnieździć się w hotelu.

Nie pytaj – ilu gwiazdkowym...

Wojciech Szota

Czytany 1895 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 18 październik 2020 16:29