Reklama

środa, 17 sierpień 2016 16:27

Jedyna w Polsce makieta bitwy pod Racławicami

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Magiczna zagroda w Niezwojowicach

Prawdopodobnie jest to jedyna makieta przedstawiająca scenę batalistyczną w Polsce. Przynajmniej jeśli chodzi o skalę odwzorowania oraz ilość prezentowanych postaci. 300 żołnierzy na obrotowej platformie średnicy ponad 7 metrów zobaczyć można tylko w Niezwojowicach, na terenie prywatnego Teatrum Bitwy pod Racławicami.

 

więcej niż makieta

 

Bo trzeba przyznać, że określenie „makieta” nie do końca oddaje charakter tego miejsca. Oprócz drewnianych, kilkunastocentymetrowych figurek, rozmieszczonych na platformie odzwierciedlającej w miarę wiernie topografię terenu, jest jeszcze głos Andrzeja Seweryna barwnie opisującego przebieg bitwy. Ściany zaadaptowanego na lokalną galerię pomieszczenia szczelnie wypełniają obrazy związane z tym historycznym wydarzeniem i postaciami w nim związanymi, obok wiszą chłopskie sukmany oraz fragmenty umundurowania z epoki, a w kącie – konstrukcja z kilkunastoma ilustracjami autorstwa Tadeusza Burego, przedstawiającymi sceny z mało znanego utworu Włodzimierza Tetmajera „Racławice”.

Oprowadzający po wszystkich pomieszczeniach Janusz Król – pomysłodawca i wykonawca wielu eksponatów – wręcza audiobook, wydany z okazji 220 rocznicy Insurekcji Kościuszkowskiej, na którym ową chłopską powieść wierszem czytają znani aktorzy: Anna Polony, Krzysztof Górecki, Andrzej Mrowiec i Jerzy Trela. Dostajemy od niego także pocztówkę z kopią obrazu przedstawiającego papieża Jana Pawła II całującego ziemię z racławickich pól, na której w odpowiednim miejscu przyklejone są autentyczne jej drobinki!

Cały obrót makiety trwa 20 minut, a widzowie obserwują poszczególne fazy słynnej bitwy z podwyższenia. Mogą więc z łatwością dostrzec siedzącego w centrum na koniu naczelnika Kościuszkę, dokoła którego rozlokowane są – zgodnie z prawdą historyczną – poszczególne oddziały biorące udział w walce, rosyjskie armaty zdobywane przez kosynierów, wiejskie chaty, w których opatrywani są ranni oraz roślinność porastającą okoliczne wzgórza.

 

prezent dla wnuczka

 

Inspiracją do wykonania makiety była figurka kosyniera, którą pan Janusz – potomek jednego z walczących w historycznej bitwie – zakupił w 2005 roku dla swojego wnuczka na targu sztuki ludowej w Krakowie. A ponieważ historią interesował się od najmłodszych lat, postanowił stworzyć nietypowe dzieło popularyzujące dzieje naszej walki o niepodległość. Sam zresztą urodził się w Racławicach, a wychował w pobliskich Lelowicach, gdzie w tamtejszym dworku już w latach siedemdziesiątych XX wieku otworzył muzeum regionalne. Przez całe swoje życie gromadził narzędzia i przedmioty dawnego użytku, książki oraz pamiątki związane z regionem. Teraz, w budynku byłej szkoły w Niezwojowicach, zyskał miejsce do rozwijania swojej pasji.

Choć sam ma pewne zdolności artystyczne, do realizacji tak dużego przedsięwzięcia zaprosił wiele osób, w tym zawodowych rzeźbiarzy, jak: Stanisława Porzucka z Lesicy, Stanisława Barana z Jeżowego i Stanisława Komorniczka ze Starachowic, a pomagała cała rodzina, w tym także pięcioletni wówczas wnuczek Jacuś Malara, który zamiast plastikowych zabawek od dziadka, dostał w prezencie 300 kosynierów z lipowego drzewa.

Oficjalne otwarcie „Makiety Bitwy Racławickiej” miało miejsce 11 kwietnia 2010 roku w rotundzie (jak nazwano budynek koło domu pana Janusza), w której pierwotnie umiejscowiono dzieło, a uczestnikami tej uroczystości byli m.in. członkowie Racławickiego Towarzystwa Kulturalnego.

Od tej chwili makietę obejrzało wiele grup uczniów, wycieczek i osób zainteresowanych historią regionu. Kustosz muzeum – Agnieszka Król, córka pana Janusza – pokazuje cztery wypełnione po brzegi księgi pamiątkowe z dedykacjami odwiedzających to magiczne miejsce. Są wśród nich nie tylko goście z Polski, ale także ze Szwajcarii, Japonii, Francji, Hiszpanii. Dlatego marzy jej się nagranie opisu bitwy w kilku kolejnych językach (bo po czesku, angielsku, francusku już jest) i zakup przenośnych odtwarzaczy; o budowie specjalnego pawilonu do prezentacji makiety nie wspominając... Najlepiej, gdyby zlokalizowany był nieopodal pomnika Bartosza Głowackiego i Kopca Kościuszki w Racławicach. Tylko skąd wziąć na to pieniądze? Niemal wszystko, co zobaczyć można w zagrodzie powstało za prywatne pieniądze. Pani Agnieszka powołała wprawdzie kilka lat temu Fundację Tradycji Kościuszkowskiej, ale – póki co – darczyńców jak na lekarstwo. A i okoliczne samorządy nie kwapią się z pomocą, choć makieta była już prezentowana w Krakowie, Warszawie, Katowicach, Rzeszowie i w Tokarni, rozsławiając postać Tadeusza Kościuszki, przybliżając naszą historię i promując okoliczne gminy. -„A to wcale nie jest łatwe rozmontować ją, przewieźć i złożyć na nowym miejscu. Dwóm osobom schodzi z tym dwa dni” – informuje pan Janusz. A pani Agnieszka dodaje: -„Chcemy pomagać kulturze i tradycji kościuszkowskiej. Naszym celem jest nauka przez zabawę edukacyjną. Chcemy kształtować właściwe postawy, rozwijać zainteresowania oraz wychowywać zgodnie z wielowiekową tradycją. Zajęcia dla dzieci i młodzieży prowadzone są w formie zabawy edukacyjnej, jednej z form wychowania patriotycznego, czynnika ważnego w procesie edukacyjnym człowieka.”

Zarejestrowała już w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Muzeum Edukacji, teraz potrzebna jest reklama i promocja, stąd dzień pani kustosz, to czas spędzony przy komputerze, odpisywanie na maile, redagowanie i drukowanie folderów, ulotek, rozmowy przez telefon. Póki co, najwięcej osób dowiaduje się o makiecie bitwy tzw. „pocztą pantoflową”; czasami zawitają goście odwiedzający Racławice, czasem pielgrzymi wędrujący z Krakowa...

 

nie tylko teatrum

 

A to tylko część skarbów, jakie kryje gospodarstwo edukacyjne oddalone zaledwie 5 km od miejsca, gdzie 4 kwietnia 1794 roku kosynierzy pod wodzą Naczelnika Państwa pobili regularne wojsko rosyjskie. W salkach obok zobaczyć można m.in. 36 obrazów przedstawiających najważniejsze sceny z „Pana Tadeusza” (którego autor, według słów pana Janusza, inspirował się postacią Kościuszki), niezliczone figurki koni, ptaków, stare maszyny i narzędzia rolnicze, sprzęty domowe, a nawet... kopie eskimoskich igloo! Szczególne miejsce w tej menażerii zajmują pszczoły. W zagrodzie pana Janusza jest specjalny ul inhalacyjny, gdzie w bezpiecznym domku podglądać można przez szybkę i siatkę życie rodziny pszczelej, poznać zapach i smak propolisu, wosku, miodów, pyłków, a także wysłuchać wierszowanej opowieści o życiu tych pożytecznych owadów siedząc przed specjalnie w tym celu namalowanym obrazem. Uczniowie biorą udział w specjalnej lekcji, podczas której siedzą w starych ławkach i piszą atramentem za pomocą gęsiego pióra. Dla dorosłych też są specjalne atrakcje – plenery malarskie, wieczory poezji zimową porą, chwile odpoczynku na łonie przyrody i okazja do ciekawej rozmowy. Po wszyscy domownicy zagrody w Niezwojowicach są niezwykle przyjaźnie nastawieni do gości i do życia.

A to się udziela...

Wojciech Szota

Czytany 1804 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 18 październik 2020 16:27