Reklama

środa, 27 sierpień 2025 08:04

Szczury na naszych osiedlach: Miechów – Wolbrom – Olkusz Wyróżniony

Napisał
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Na wolbromskich osiedlach już niedługo tzw. „dzwony”, używane do gromadzenia odpadów segregowanych, zostaną zastąpione przez pojemniki 1100 litrów, co ma utrudnić szczurom dostęp do resztek jedzenia z naszych opakowań.|By dostać się w pobliże naszych placów gospodarczych z pojemnikami na śmieci, szczury robią podkopy pod płytkami i kostką chodnikową. Walka z nimi nie jest łatwa, o czym wiedzą administracje spółdzielni mieszkaniowych.||| Na wolbromskich osiedlach już niedługo tzw. „dzwony”, używane do gromadzenia odpadów segregowanych, zostaną zastąpione przez pojemniki 1100 litrów, co ma utrudnić szczurom dostęp do resztek jedzenia z naszych opakowań.|By dostać się w pobliże naszych placów gospodarczych z pojemnikami na śmieci, szczury robią podkopy pod płytkami i kostką chodnikową. Walka z nimi nie jest łatwa, o czym wiedzą administracje spółdzielni mieszkaniowych.||| ||||

 

Mówi się, że szczury przeżyją każdy kataklizm, są w stanie dopasować się do każdych warunków, są inteligentne i ostrożne. Nie dziwi więc fakt, że w naszych miastach, a szczególnie na osiedlach mieszkaniowych, mają dobre warunki do bytowania, gdyż mogą tam znaleźć najwięcej jedzenia. Żyją, rozmnażają się i wydaje się, że jest ich coraz więcej. Jak informuje portal wp.pl – w Polsce żyje około 19 mln szczurów, a największe ich skupiska znajdują się w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Sanepid podkreśla, że skuteczna walka z tymi gryzoniami wymaga regularnej deratyzacji i odpowiedniego zarządzania odpadami. A z tym bywa różnie...

 

- Boję się wynosić wieczorem śmieci – mówi kilkunastoletnia mieszkanka jednego z wolbromskich osiedli. Jej strach jest zrozumiały. Gdy podchodzi się o zmroku do plastikowych pojemników na odpady sortowane (tzw. „dzwonów”), słychać w środku poruszenie, wyraźne odgłosy żywych stworzeń. Nie trzeba być zbyt uważnym obserwatorem, by znaleźć dowody zadomowienia się szczurów w okolicach placów gospodarczych, czyli miejsc, gdzie stoją pojemniki na odpady. Te zapobiegliwe zwierzęta robią podkopy pod płytkami chodnikowymi położonymi dookoła ogrodzonych terenów i dostają się w pobliże „dzwonów”, które często mają niedomknięte dolne klapy. Najczęściej słychać jak buszują w plastikach. Tam wyrzucamy opakowania po jogurtach, warzywach, wędlinie. Zawsze więc można znaleźć coś do jedzenia. Zasypywanie i betonowanie podkopów, co spółdzielnia mieszkaniowa robią systematycznie, przynosi poprawę tylko na jakiś czas. Szczury robią kolejny podkop i zabawa zaczyna się od nowa.

Sprawa jest znana administracji spółdzielni mieszkaniowych w Wolbromiu i Olkuszu. Ale np. w Miechowie, gdzie na osiedlach najczęściej stosowane są takie same pojemniki do gromadzenia odpadów segregowanych, problemu ze szczurami raczej nie ma. Tak przynajmniej informują przedstawiciele zarządu tamtejszej spółdzielni „Przyszłość”, z którymi kontaktujemy się podczas przygotowywania tego materiału.

 

zmiana pojemników

 

Zdaniem wiceprezesa Wolbromskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Jana Kaczora problem można rozwiązać tylko przez zmianę rodzaju pojemników na odpady segregowane. Na ostatnim walnym zgromadzeniu informował mieszkańców, że jest to już uzgodnione z władzami gminy i odbiorcą śmieci, czyli Zakładem Gospodarki Komunalnej „Bolesław”. Miejsce „dzwonów” zajmą szczelne, zamykane kubły o pojemności 1100 litrów. Zobaczymy, czy będą przeszkodą trudną do pokonania przez uciążliwe gryzonie, choć zależy to w dużej mierze także od użytkowników, czyli mieszkańców wyrzucających odpady. Jeśli za każdym razem będą zamykać klapę, to całkiem możliwe, że szczury już tam nie wejdą. Dotychczasowa praktyka wskazuje jednak, że bywa z tym różnie. Stosowane np. do odpadów niesegregowanych takie same pojemniki często stoją otwarte. Inna sprawa, że duża klapa jest trudna do otwarcia, a zwłaszcza do zamknięcia dla dzieci, ale także dla seniorów. Będzie ona zatem wyposażona w drugą, mniejszą, która ułatwi wrzucanie do środka typowych worków lub opróżnianie domowych wiaderek.

Takie rozwiązanie proponuje też wiceprezes Olkuskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Rajmund Rudy, który podkreśla jednak, że wybór rodzaju pojemników leży w gestii danej gminy. W Olkuszu stosowane są zarówno „dzwony”, jak i pojemniki 1100 litrów. Jak zapewnia UMiG w Wolbromiu, przygotowywana zmiana nie pociągnie dodatkowych kosztów, bowiem jest ona uwzględniona w umowie przetargowej z odbiorcą odpadów. „Dzwony” usunięte z Wolbromia, mogą znaleźć miejsce w innych gminach obsługiwanych przez tego operatora, np. w Kluczach, gdzie też są stosowane.

 

trzeba myć

 

Ważne jest, by wyrzucane po artykułach spożywczych plastikowe opakowania myć, co raczej rzadko nam się zdarza. A to właśnie resztki jedzenia kuszą zwierzęta do buszowania po śmietnikach.

Wiceprezes OSM podkreśla jednak jeszcze inną sprawę: mycie pojemników przez odbiorcę odpadów. Jego zdaniem często „dzwony” są wprost oblepione odpadami, które uniemożliwiają szczelne ich zamknięcie. Gdyby były myte odpowiednio często, prawdopodobnie poprawiłoby to sytuację.

Jego zdaniem podstawowym narzędziem do walki z uciążliwymi gryzoniami są jednak akcje deratyzacji (wiosenna i jesienna), tyle tylko, że muszą się w nią włączać wszyscy administratorzy budynków i obiektów infrastruktury technicznej w danym mieście. Oprócz spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, także firmy energetyczne, ciepłownicze, wodociągi itp. Wszystkie one mają budowle techniczne, kanały, studzienki, często ogrzewane i rzadko odwiedzane przez ludzi, w których bardzo chętnie osiedlają się niechciani lokatorzy. Gdyby w jednym czasie wszyscy wykładali trutki, co jest zresztą ich obowiązkiem, szczurów byłoby mniej.

 

inne pomysły

 

Aby zapobiec aktywności zwierząt w miejscach składowania odpadów stosowane są bardziej rozbudowane systemy ich zabezpieczenia. W Referacie Ochrony Środowiska UMiG w Wolbromiu przeglądam folder firmy oferującej system SISO (System Indywidualnej Segregacji Odpadów) i urządzenia Drop&Go – rodzaj metalowych kontenerów, kryjących w swoim wnętrzu typowe pojemniki na śmieci, ale otwieranych za pomocą kodów QR przyklejanych na worki z segregowanymi odpadami. Jak czytamy na portalu green-news, Ciechanów wprowadził taki system na jednym z osiedli. To bodaj pierwsze w Polsce miasto, w którym nowoczesne pojemniki nie dość że zapobiegają penetracji przez gryzonie, ptaki, czy roznoszenie ich przez wiatr, to jeszcze umożliwiają sprawdzenie, czy odpady są prawidłowo segregowane przez mieszkańców budynków wielorodzinnych. Z informacji dostępnych w internecie oraz na stronie pomysłodawców tego rozwiązania wynika, że jest ono wdrażane lub już funkcjonuje w kilku innych miastach (m.in. w Świebodzinie, Zamościu, Krakowie, Wrocławiu). Sęk w tym, że cena jednego takiego kontenera to ponoć nie kilkadziesiąt tysięcy zł, ale znacznie więcej, który to wydatek musiałaby ponieść gmina, a w konsekwencji – wszyscy mieszkańcy. Autorzy tego pomysłu zapewniają o korzyściach: odpady muszą być właściwie segregowane, jest także możliwość bieżącej kontroli poziomu zapełnienia kontenerów, umożliwiając racjonalne planowanie ich odbioru, co obniża koszty, a w konsekwencji daje możliwość przyjęcia niższych opłat za odbiór śmieci.

Znane są też inne sposoby zabezpieczenia przed gryzoniami – np. specjalne pojemniki na śmieci otwierane przez naciśnięcie stopą specjalnego przycisku (pedału). Po wyrzuceniu odpadków klapa automatycznie zamyka się i kontener jest szczelny.

Mamy systemy kryjące szczelne pojemniki na odpady całkiem pod ziemią, które zajmują na powierzchni niewiele miejsca, wpływając pozytywnie na estetykę otoczenia: eliminują z naszej przestrzeni tradycyjne kosze i kontenery na śmieci, które często szpecą krajobraz miejski.

Rozwiązania te mają jednak jedną wadę: wymagają inwestycji, które ponieść musi gmina odpowiedzialna za dostarczenie pojemników swoim mieszkańcom, zatem widać już, że problem nie będzie łatwy do rozwiązania. Skąd bowiem wziąć naraz w budżecie tak duże kwoty?

 

stare, dobre czasy

 

Bo dawniej problem nie był tak dotkliwy. Na wsiach i w małych miasteczkach wiele osób hodowało kury, niemal wszędzie żyły psy, koty, a często także świnki. To one uwalniały nas od resztek jedzenia i przeterminowanych produktów. Bywało, że nawet mieszkając w bloku, stary chleb zawoziło się do babci czy wujka na wieś. Pamiętam lata 80-te, ogromnego niedoboru mięsa, kiedy to władze zachęcały do hodowli świń zakłady pracy, instytucje, czy nawet szkoły. Tak było np. przy wolbromskim liceum, gdzie w jednym z garaży resztkami ze stołówki dokarmiano kilka tuczników.

Teraz brzmi to wręcz humorystycznie, bowiem żywy inwentarz nawet na wsiach zaczyna być rzadkością. Ale ilości wyrzucanej żywności rosną z roku na rok. W Polsce to prawie 5 mln ton. Z tej ogromnej góry zmarnowanego jedzenia na wszystkich etapach (produkcji, transporcie, przetwórstwie, gastronomii, handlu, aż do gospodarstw domowych) to właśnie my – konsumenci – marnujemy najwięcej, czyli 60% całej puli. Te 60% żywności marnowanej w gospodarstwach domowych oznacza ok. 3 mln ton. Niezmiennie od lat wyrzucamy te same produkty: owoce, warzywa, wędliny i przede wszystkim pieczywo. W ten sposób dożywiamy naszych „współlokatorów”, czyli właśnie szczury, myszy, ptaki. Nie dziwmy się więc, że chętnie żyją blisko ludzkich skupisk.

 

Czytany 913 razy Ostatnio zmieniany środa, 27 sierpień 2025 08:06
Wojciech Szota

Redaktor Naczelny Wieści Wolbromskich

Skomentuj

Pamiętaj dodając, edytując komentarz, akceptujesz nasz regulamin.
Regulamin dostępny tutaj.