Korzystanie z witryny wiesci.info.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których niektóre mogą być już zapisane w folderze przeglądarki.
Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies.

Akceptuję Politykę plików cookies (Nie pokazuj mi więcej tego powiadomienia).

Sophie Zelmani w Wolbromiu

Subtelność wcielona

Być w centrum nieba. Stać się częścią spokoju. Móc uczestniczyć w  teatrze subtelności. Delikatności rozpiętej pomiędzy dźwiękiem a słowem... Owego stanu – z pogranicza poetyckiej magii – można było doświadczyć w sobotni wieczór w Domu Kultury w Wolbromiu. Tego wieczoru bowiem Wolbrom znalazł się na trasie koncertowej znakomitej szwedzkiej piosenkarki, a w zasadzie czarodziejki głosu, muzyki i słowa – Sophie Zelmani.

Warto podkreślić, że pierwsza polska trasa koncertowa tejże artystki objęła tylko pięć miast, oprócz Wolbromia Warszawę, Lublin, Sosnowiec i Chorzów. Nieco wcześniej koncertowała w Chinach.

Sophie Zelmani, która debiutowała w 1995 roku i od tego czasu podbija serca słuchaczy w Europie oraz na świecie, zabrała nas w cudowną podróż po meandrach emocji. Niemal każdy jej utwór dotyka materii wrażliwej, materii drgającej i mieniącej się pod światło, pełnej niuansów, bowiem taka jest natura relacji międzyludzkich i wiążących się z nimi uczuć: miłości, tęsknoty, osamotnienia.  
Nostalgiczne ballady, takie jak m.in. „Dreamer”, „The ocean and me”, „I can change”, „It’s not you”, „Going home” mistrzowsko współgrały z delikatnym, niejako ściszonym wokalem Sophie oraz nastrojowym oświetleniem. Współgrały także z bezpretensjonalnym wizerunkiem scenicznym Zelmani. Było w nim coś z niemal dziewczęcej eteryczności, podkreślonej uroczymi warkoczykami wymykającymi się spod kapelusza. Same zaś piosenki zostały nie tylko poruszająco zaśpiewane. Historie opowiedziane w nich zdawały się być ponownie przeżyte na scenie. Ożywające na powrót w drgnieniach głosu, wyrazie głęboko zamyślonych oczu, w mimice twarzy.
Stosunek Sophie Zelmani do publiczności można śmiało nazwać serdecznym. Ciepłe słowne „wstawki”, którymi zwracała się do słuchaczy pomiędzy kolejnymi utworami sprawiały wrażenie jakby interakcja zachodziła pomiędzy dobrymi przyjaciółmi, którzy dawno się nie widzieli i przeżywają radość ze spotkania.
Jakie słowo mogłoby być słowem - kluczem do sobotniego koncertu? Spójność.
Wizerunku artystki z melodią muzyki. Wizerunku z osobowością pozbawioną najdrobniejszych znamion gwiazdorzenia. Spójność ciepłej barwy głosu z treścią utworów. Ujmująca osobowość Sophie dała się zauważyć także po koncercie, w trakcie rozdawania autografów. Dostrzegało się  u niej szwedzką kulturę, takt, uprzejmość zmieszaną ze stonowaniem, skromnością i jakąś tajemniczością błąkającą się w cudnie zamyślonych oczach. Ich widok przywodził na myśl frazę z jednej jej piosenek pt. „Going home”: „Jestem szczęśliwa tylko wtedy, gdy gra smutna muzyka..."
Z pewnością każdy, kto przyszedł na koncert cudownej Sophie, dostał to, po co przyszedł – wzruszenie, zamyślenie, zasłuchanie. Grę na wielu rozpiętych emocjach. Niemal zmysłowe doznanie. Muzyka Zelmani w całej swej kołyszącej łagodności przyniosła kompres na rozedrganą w codziennym zabieganiu duszę.
„Gdy słowa są już daremne, myśli daremne, a wyobraźni nie chce się już wyobrażać, jeszcze tylko muzyka na ten świat, na to życie” pisał Wiesław Myśliwski w „Traktacie o łuskanie fasoli”
Wypada więc podziękować Domowi Kultury w Wolbromiu za umożliwienie nam spotkania z tak kojącą, przecudnej urody, muzyką. Może ona wskrzesi i słowa, i myśli, i wyobraźnię?

Agnieszka Salamon


 

OCEŃ SZPITAL

CZYTAJ WIĘCEJ